Karolina kręciła się po kuchni a ja usiłowałam nie umrzeć na sofie.
-Możesz trochę delikatniej?- Spojrzałam na Burka z wyrzutem. -Nie do ciebie- uśmiechnęłam się do oburzonej brunetki.
-A co on takiego robi?
-Tupie piekielny sierści uch. –Parsknęła rozbawiona.
-Ładnie się wczoraj bawiłaś, chłopaki mówili, że skakałaś z Mickiewicza na główkę.
-Na plecy bardziej, część z nich stała na pomniku część dalej żeby mnie tylko złapać, wiedziałam że jak trzeba będzie to siebie poświęcą. Zresztą nie skakałam z góry. Zresztą nie ważne, lecimy do Roxie?
-Nie, twoja mama dzwoniła że mamy godzinę później. Ruda zaraz będzie z jajkami na twoją jajecznicę. Tomek ma też przymiarkę, Kasjan mówi że leży jeszcze w okularach na sofie w salonie.
-Haha, brzmi jak mój mąż.
-Na serio skoczyłaś z góry z tego pomnika?
-Nie, no gdzie w szpilkach i sukience? Skoczyłam z poziomu męstwa, nauki, poezji i ojczyzny. Na Adama się przecież nie wdrapałam.
-Jasne, jakbyśmy Cię nie znały. –Kleo otworzyła drzwi kluczami i weszła do mojego mieszkania razem z ciężarną Roxie.
-Jak się masz?- Pogłaskałam ją po brzuchu.
-O Jezu, ale parujesz wódą. Nie upajaj mnie bo ja nie mogę- uśmiechała się promiennie.
-Sorry już lecę wziąć prysznic- wyszykowana i po lekkiej jajecznicy wsiadłyśmy w samochód i pojechałyśmy do krawcowej na przymiarkę. Tomek z chłopakami akurat wychodzili.
-Cześć Słonko- ucałował mnie delikatnie.
-Hej- uśmiechnęłam się, -cudownie Cię widzieć.
-Ty też pięknie wyglądasz. Mogę zajrzeć z Tobą?
-Nie, ty zobaczysz mnie w dniu ślubu.
-Boisz się, że się rozmyślę, a tak to chociaż przyjdę z ciekawości?- Roześmiał się.
-Jasne, że nie, po prostu chcę żeby wszyscy widzieli jak się mną zachwycasz. Właśnie dlatego nie możesz mnie zobaczyć. –Ujął moją dłoń i podniósł ją do ust, składając pocałunek w jej wnętrzu patrzył mi prosto w oczy.
-Kocham Cię- ucałował jeszcze moje czoło póki nie podszedł do nas Kasjan.
-Czas je goni Tomek.
-Wiem.
-Przymiarki wow, takie trudne do uszycia wow, piękne materiały wow, super dziewczyny- Paweł kręcił się wokół nas. –Takie zapite twarze wow.
-Pieseł zabierz proszę tą bandę- Roxie wskazała na facetów.
-Dobrze Kochanie- dał jej szybkiego buziaka –Do zobaczenia mała. – Pogłaskał jeszcze jej brzuch i zebrał facetów żeby zaprowadzić ich na śniadanie.
-Smarki, ruszać się- tata wyłonił się z pracowni krawieckiej i uśmiechnął się szeroko. –Tata zabiera was na jedzenie.
-Super tato!- Ucieszyli się panowie.
-Dzięki tatuś- mrugnęłam do niego wchodząc do środka. Mamy oczywiście już na nas czekały. Czuwały nad wszystkim od samego początku, nie omijały żadnych wydarzeń związanych
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz