-Marek!- Rzuciłam się bratu na szyję. Zbiegłam z góry najszybciej jak mogłam uprzednio ubierając się i usiłując szybko zerwać z siebie kabaretki. –Świetnie, że jesteś- uśmiechnęłam się do niego i razem spojrzeliśmy na Tomka który pogwizdując udał się na górę.
-Niezły makeup, co wam przerwałem?- Zaśmiał się szepcząc mi do ucha.
-Ku*wa, zapomniałam- otworzyłam drzwi łazienki i wzięłam nawilżane chusteczki. –Super że przyjechałeś, co z Twoją żoną? Gdzie jest?
-Właściwie dowiedziała się jak byłem już tu na lotnisku- spojrzał na ubranego Tomka schodzącego z góry.
-Nie będzie twojej żony?- Zabrzmiał jakby był zawiedziony. Marek za to miał zakłopotaną minę, wiedziałam że coś nie gra jak tylko go zobaczyłam.
-Po prostu mów- chwyciłam go pod ramię i pociągnęłam w stronę sofy. Usiadłam obok niego i czekałam aż zacznie. Chwilę jakby układał sobie w głowie co chce powiedzieć a później wyrzucił z siebie wszystko na raz.
-Wczoraj dostałem wypowiedzenie z pracy, redukują etaty, tną koszta, nie jestem im potrzebny, moja żona twierdzi że to nic ale widzę jej przerażenie na myśl o tym że nie damy rady spłacać kredytu. Jestem bezużyteczny zawodowo.- Zacisną zęby walcząc z tym jak bardzo był zawiedziony tą sytuacją.
-Marek- objęłam go za szyję i uściskałam. –Tak mi przykro.
-Nawrzeszczałem na nią przez telefon jakby to była jej wina. Jestem sfrustrowany.
-Tata zawsze nas uczył żebyśmy byli najlepsi, jesteśmy zwycięzcami, wiesz o tym. –Mówiłam powoli nie rozluźniając uścisku, Tomek wyraźnie dawał mi znaki że idę w złą stronę z rozmową bo gnębię jego ego.
-Wiem- zacisną mocniej szczękę, wyraźnie ciężko znosił moje argumenty.
-To teraz olej te wiedzę taty, serio olej- popatrzył na mnie zdziwiony. –Nie musisz być zawsze najlepszy. Teraz ważne jest żebyście ty i twoja żona byli zabezpieczeni. Musisz powiedzieć tacie, ale najpierw pogadaj z żoną i przeproś pewnie ryczy po kątach przez ciebie.
-No ty chyba żartujesz?! Wylali Cię z pracy jesteś w Krakowie i dopiero mi to mówisz?!- Ojciec wrzeszczał do mikrofonu jak nienormalny. Na szyję wyszły mu grube jak baty żyły.- Popierdoliło Cię! Gdzie się szlajasz, nie masz roboty, masz kredyt i wydajesz ostatnie pieniądze?! No kpisz!
-TATO! Dość!- Zażądałam bo nie mogłam uwierzyć że tak to przyjął –Serio?! Tyle masz mu do powiedzenia? To wszystko? Ty tak serio? No teraz to ty kpisz, dajesz teraz dupy i to ostro.
-Nie odzywaj się! Nie chcę słuchać czegoś takiego od Ciebie. Masz milczeć i słuchać.
-Bo co? Ty jesteś wielki, silny i nieomylny?- Burknął Marek.
-Nie będę z wami tak rozmawiał.- Stwierdził wkurzony. – Tak was nie wychowałem.
-Ogarnij to tato, dzwonimy do Ciebie bo właśnie wychowałeś nas dobrze a ty wjeżdżasz na nas jakbyśmy wciągali kokę, potrzebujemy twojej rady Pike.
-Masz dwa dni żeby ogarnąć swój shit i wracasz do Szczecina do spłakanej żony. W poniedziałek widzimy się w moim biurze.
-Wiedziałeś! No wiedziałeś już! Nie wierzę! –Wybuchłam. –Teraz to przesadziłeś! Po cholerę te pieprzone sceny!
-Byłem u Was w mieszkaniu, trafiłem na spłakaną synową bo zachowałeś się jak palant, zasłużyłeś na wszystko co powiedziałem choć tak nie uważam. Chciałem tylko Cię wkurzyć- przyznał Pike. –Olka była w rozsypce. Ja pojechałem do Was bo mam nóż na gardle, potrzebuje kogoś kto ogarnie mi papiery i zajmie się całą biurokracją. Nie chce mi się pilnować księgowych i całej tej popapranej watachy. Jesteś mi potrzebny, skoro twój szef jest głupi to od poniedziałku będziesz miał nowego.
-Ojciec- Marek jakby nie wierzył- nie chcę tak.
-Gówno mnie obchodzi, widzę Cię w poniedziałek. W ogóle to pozdrowienia od mamy Księżniczko.
-Dzięki Pike.
-Kończę bo mam trochę roboty, wypijcie za mnie.
-My nie mamy…
-Takie gadanie i tak z Niewidzialnymi skończycie na jakiejś imprezie. Na razie gówniarze- rozłączył się
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz